Ogłoszenia:
- Wszystkie linki zostały dodane do menu~ Mamy nadzieję, że wędrowanie po naszym blogu znów będzie dużo łatwiejsze :3

wtorek, 24 grudnia 2013

[SnK] Biurowe Święta [Complete]

Seria: Shingeki no Kyojin
Pairing: EreRi (Eren x Levi)
Gatunek: Romans, shounen-ai
Ograniczenia: K+ (+9)?

"Biurowe Święta"


                Mamy już drugą połowę grudnia, a ja pracuję w tej firmie trochę ponad dwa tygodnie. Szczerze powiedziawszy, nie sądziłem, że uda mi się tu tak szybko odnaleźć. Jednak to chyba atmosfera zbliżających się świąt niezwykle poluźniła sytuację w biurze. Podczas przerw z chęcią rozmawiałem z współpracownikami i chyba wszystkich znałem doskonale… no prawie wszystkich…
- Eren! Nie patrz się tak w jego stronę, bo jeszcze nas zastrzeli – zaśmiała się Hanji, pracowała w innej części budynku, a pomimo to ciągle podczas przerw przychodziła tutaj.
- H-Hanji! Nie przesadzaj – powiedziałem spokojnie, a po chwili zza rogu wyłonił się nasz szef. Erwin był naprawdę świetnym szefem, nie wymagał niemożliwego i rozumiał, że każdy może mieć przerwę.
- O czym to rozmawiacie? – zapytał, kiedy pojawił się obok nas, po czym spojrzał na moją towarzyszkę. – A tobie to przerwa się nie skończyła?
- Oj, szefuńciu, szefuńciu! Praca nie zając, nie ucieknie – zaśmiała się i udała się w stronę swojego oddziału, zgarniając kogoś po drodze, zapewne po to, aby zrobił jej kawę.
- Jak ci się tu pracuje, Eren?

- Um… Bardzo dobrze, szefie, atmosfera jest świetna i w ogóle – odpowiedziałem dość szybko, uśmiechając się przy tym. Zerknąłem w międzyczasie w stronę mojego biura, które dzieliłem z nim…
- Rozumiem, dogadałeś się z Levim? – zapytał nagle blondyn, chyba widząc, w którą stronę się patrzę.
- T-tak, jakoś dogadałem się z panem Levim… - rzekłem, ale chyba moja odpowiedź nie do końca usatysfakcjonowała szefa. Niestety,  a może stety, nie zdążył mi nic odpowiedzieć, gdyż otrzymał bardzo ważny telefon. Odprowadziłem go wzrokiem i wziąłem głęboki oddech, nic innego, jak tam wrócić… Niepewnie przekroczyłem próg biura i od razu poczułem na sobie to zimne, obojętne spojrzenie, które po chwili znów wpatrywało się w monitor komputera.
- Eren – zimny głos mojego współpracownika, doprowadził mnie wręcz do dreszczy. Dlaczego on zawsze to robił?! – Położyłem dokumenty na biurku, przejrzyj je.
- Um… Oczywiście, proszę pana – odpowiedziałem z cichym westchnieniem i ruszyłem do swojego biurka. Kiedy zająłem miejsce pracy, zauważyłem, że jak zwykle dokumenty, które ten przyniósł, były ułożone w idealny sposób w dokładnym centrum biurka, abym ich przypadkiem nie przeoczył. Westchnąłem głęboko i zacząłem przeglądać papiery.
                Kiedy w końcu wybiła upragniona godzina siedemnasta, przeciągnąłem się delikatnie. W końcu wolne! Wyjrzałem tylko przez okno i uśmiechnąłem się lekko, mimo iż było ciemno, miasto wydawało się takie jasne, zapewne przez te wszystkie ozdoby świąteczne. Może z trochę głupkowatym uśmiechem zacząłem pakować swoje rzeczy do teczki, dziś byłem umówiony na spotkanie z przyjaciółmi, więc humor jeszcze bardziej zaczął mi dopisywać. Zaraz ruszyłem do wyjścia z biura, kiedy zauważyłem, że mój "współtowarzysz niewoli" ciągle siedzi w miejscu i coś zapisuje na komputerze.
- Um… Panie Levi, nie idzie pan do domu? – zapytałem niepewnie. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, może fakt, że tylko z nim tak naprawdę jeszcze nie rozmawiałem?
- Nie – odparł krótko, nie racząc mnie nawet tym zimnym spojrzeniem. Wzruszyłem tylko ramionami i wyszedłem z biura. Zaraz udałem się do windy, gdzie natrafiłem na Hanji i kilku innych współpracowników. Widać, że wszyscy śpieszyli się do domu, przecież trzeba kupić jeszcze tyle rzeczy, a do świąt już tak niewiele czasu!
                Do świąt został już tylko tydzień, co za tym szło, w całej firmie wszyscy mieli niezwykle pozytywne nastroje, w tym i ja. Właśnie stałem przy dystrybutorze wody razem z Hanji, Petrą, Auruo i Erwinem. Cała reszta plątała się gdzieś i dyskutowała, co komu kupią na święta. W pewnym momencie przybiegła do naszej grupki Christa, która z wesołym uśmiechem wyjaśniała zasady losowania prezentów na wigilię. Oczywiście na początku mówiła, że wie, iż to trochę późno, jednak wypadałoby, aby każdy zrobił każdemu jakiś drobny upominek, tak aby wszyscy poczuli się lepiej. My oczywiście zachwyceni tym pomysłem, podjęliśmy się losowania. Kiedy wyjąłem karteczkę z imieniem, nieco mnie zatkało. Przez chwilę zastanawiałem się, czy można mieć większego pecha, w końcu czemu akurat ja trafiłem na tego zimnego potwora, powszechnie zwanego Levim? T-to prawda, podziwiam go za jego pracowitość i nieugiętość, ale jednak mógłby być nieco… sympatyczniejszy? Z tego co słyszałem, dość łatwo nawiązywał kontakty z innymi pracownikami, czy tylko ja byłem takim nieudacznikiem?
- O, widzę, że masz Leviego – powiedziała nagle Petra, która z uśmiechem spojrzała przez ramię. – W zeszłym roku ja go trafiłam, oczywiście losowanie też było tak późno przeprowadzone – zaśmiała się ciepło dziewczyna.
- N-naprawdę? – zapytałem, lekko niedowierzając. – Co mu kupiłaś? – zapytałem pośpiesznie, już chciałem coś dodać, ale nagle podbiegł do nas mój przyjaciel Armin. Trochę mnie to zaskoczyło, gdyż on wraz z moją przyjaciółką pracował kilka pięter niżej. Chłopak przez chwilę zipał i wyglądał, jakby chciał nam coś ważnego powiedzieć.
- E-Eren! – zaczął, a po chwili dotarła i moja przyjaciółka.
- Eren, pójdziemy dziś razem na zakupy? – zapytała po prostu, poprawiając swój czerwony szalik. Dałem jej go parę lat temu, ale trochę mnie dziwiło, że ta ciągle w nim chodzi.
- Um, jasne – powiedziałem spokojnie i lekko się uśmiechnąłem. Kiedy znów się obróciłem w stronę Petry, ta już dyskutowała z Gunterem. Nieco zawiedziony spojrzałem na zegarek, bo wszyscy powoli zaczynali się rozchodzić i z lekkim przerażeniem stwierdziłem, że moja przerwa już się dawno skończyła. Od razu pożegnałem się z przyjaciółmi i popędziłem w stronę swojego biura. Kiedy tylko przekroczyłem próg, wszystko było takie jak zawsze.
                Zbliżał się koniec pracy, kiedy mój towarzysz nagle wstał z miejsca wraz ze swoim kubkiem i opuścił biuro. Nie musiałem się wysilać, aby dojść do wniosku, że poszedł zrobić sobie po prostu więcej kawy, z tego co wywnioskowałem, on pije ją po prostu nałogowo i tylko idąc po następny kubek, robił sobie chwilę przerwy. Coś mnie podkusiło, aby skorzystać z okazji i przejrzeć jego prywatne rzeczy, które znajdowały się na biurku, może to mi nieco pomoże z prezentem dla niego? Szybko zbliżyłem się do jego miejsca pracy, pierwsze co mnie uderzyło, to niesłychany porządek. Zaraz zacząłem przyglądać się biurku w poszukiwaniu jakiś osobistych rzeczy. Niestety, nic na nim nie było, jedynie idealnie ułożone stosy jakichś dokumentów. Nieco niepewnie spojrzałem na ekran komputera, był rzucony pulpit, na którym to widniała podstawowa tapeta Windowsa, idealnie ułożone ikonki i to w porządku alfabetycznym! Troszkę to mnie przeraziło, w końcu nikt kogo znam nigdy by nie miał aż tak przeraźliwego porządku. Już chciałem włączyć jeden z folderów, kiedy usłyszałem cichy stukot butów współpracownika. W tempie natychmiastowym wróciłem na swoje stanowisko. Niestety potknąłem się o własne nogi i wylądowałem na ziemi, właśnie kiedy Levi wszedł do biura. Spojrzał na mnie tylko swoim zimnym i wymownym spojrzeniem, które krzyczało "IDIOTA!" i usiadł na swoim miejscu. Niepewnie zebrałem się z ziemi, po czym zacząłem zbierać swoje rzeczy. Lepiej będzie się zmyć trochę wcześniej i go nie denerwować…
                Dziś nastał upragniony przez wszystkich dzień wigilii, a co za tym szło, ostatni dzień pracy przed świętami. Cała uroczystość miała co prawda odbyć się dopiero po godzinach pracy, jednak nikogo raczej to nie obchodziło, nawet szef zaglądał do wszystkich biur i zagadywał pracowników. Idąc tym tropem, w końcu dotarł też do naszego biura. Zaraz przywitał się z nami, po czym zaczął się rozglądać z uwagą.
- Levi, Eren, a dlaczego nie macie żadnych ozdób świątecznych? – zapytał spokojnie, a po chwili wyjął znad pleców jemiołę, którą powiesił nad drzwiami. Chyba wolę nie wiedzieć, skąd ją wytrzasnął… Brunet dopiero wtedy oderwał wzrok od ekranu monitora i z pogardą spojrzał na zielony krzak, który to teraz wisiał nad wejściem do biura. Aż miałem wrażenie, że ta zaraz się skuli, przeprosi i wyjdzie szukać dla siebie bardziej odpowiedniego miejsca. Tak się jednak nie stało, przez co Levi po prostu wrócił do pracy. Erwin tylko cicho westchnął i podszedł do mnie.
- Eren, a ty jak spędzasz wigilię? – zapytał mnie nagle, sięgając po zdjęcie stojące na moim biurku. Byli to moi rodzice, którzy mieszkali w Wielkiej Brytanii i byli tam całkiem szczęśliwi, co mnie również cieszyło.
- Najprawdopodobniej spędzam ją z przyjaciółmi, moi rodzice mieszkają w innym kraju – wyjaśniłem szybko. W ten oto sposób wciągnąłem się w krótką rozmowę z moim szefem. Naprawdę równy z niego gość!
                Ten dzień minął naprawdę szybko, a koniec pracy nadszedł tak nieoczekiwanie. Wszyscy w pośpiechu zebraliśmy się w wielkiej stołówce, która to mieściła się na parterze. Chyba każdy był podekscytowany tym wydarzeniem, no oczywiście poza moim "kolegą" z biura, który wyglądał, jakby szedł tam za karę. Sam jednak nie przejmowałem się tym za bardzo, gdyż kiedy tylko wkroczyłem do stołówki, zaraz spotkałem przyjaciół. Miałem też okazję do dłuższej pogadanki ze znajomymi ze szkolenia, w trakcie pracy tak mało czasu mieliśmy dla siebie. Wieczór mijał wszystkim na zabawie, grały kolędy, alkohol się lał, a dokoła dźwięczały wesołe rozmowy. Musiałem się przyznać, że już dawno nie widziałem tylu tak dobrze sobie znanych i bliskich osób w jednym miejscu. Kiedy całe przyjęcie dobiegało końca, w końcu nadszedł czas na wręczenie prezentów. Kiedy sam otrzymałem swój prezent, zaraz zacząłem rozglądać się dokoła w poszukiwaniu "króla mrozu". Nietrudno było go znaleźć, stał spokojnie pod ścianą, tak samo jak jakieś dwie godziny temu! No dobra, nie miał teraz torebki z prezentem… Wziąłem głęboki wdech i podszedłem do niego, starając się nie spanikować. Zaraz spojrzał na mnie w ten swój zimny i zarazem obojętny sposób. Stanąłem przed nim niepewnie i podałem mu torebkę z prezentem, kłaniając się przy tym.
- W-wesołych świąt, panie Levi! – powiedziałem, zamykając oczy, jakby oczekując karcenia mnie. Nic takiego jednak nie nastało. Mężczyzna wziął po prostu ode mnie torebkę.
- Nie wydurniaj się, Eren – rzucił po prostu, a ja natychmiast się wyprostowałem. – Wesołych świąt – burknął tylko.
- N-nie wydurniam się, proszę pana! – powiedziałem nieco niepewnie, nie wiem dlaczego, ale coś kazało mi się po prostu wytłumaczyć.
- Levi – powiedział ten po prostu, krzyżując ręce na piersi. Przez chwilę patrzyłem na niego nieco zaskoczony, bo jakoś nie mogłem skojarzyć o co mu chodziło. – Mów mi Levi, nie "pan", idioto – dodał po chwili, na co lekko się uśmiechnąłem. Już nawet nie zwracałem uwagi na tę obelgę na końcu. Po chwili wróciłem do przyjaciół, czułem od razu, że moje nogi zmiękły i ledwo stałem, to chyba przez to, że nagle pozbyłem się niezwykłego stresu. Kiedy wigilia dobiegła już końca, wszyscy zaczęli się żegnać ze wszystkimi. Sam tylko kątem oka zauważyłem, że Levi wyszedł z sali, nie żegnając się z nikim.
- Trochę mi go szkoda, znów spędza święta sam – nagle doszedł do moich uszu głos Petry, która z kimś dyskutowała.
- W tym roku tam nie idę! Miałem wrażenie, że chce mnie zabić! – odezwał się nieco przerażony głos Auruo. Zaciekawiony tą rozmową, podszedłem do nich. Od słowa do słowa dowiedziałem się, że Levi każde święta spędza sam, co nieco mnie zaskoczyło. Nim cokolwiek powiedziałem, dostałem do ręki adres Leviego oraz prośbę od samego szefa, abym poszedł i go odwiedził przez święta. Nawet nie zdążyłem odmówić, a moi rozmówcy zniknęli, no to mam przechlapane…
                Następnego dnia byłem nieco zmieszany, w końcu co miałem zrobić? Wprosić się mu do domu na święta? To trochę niegrzeczne, jednak… Na pewno musi być samotny, spędzając święta bez nikogo obok… Dopiero koło południa zdecydowałem, co zrobię. Zaraz przeprosiłem moich przyjaciół za to, że nie spędzę z nimi wigilii, dość szybko znalazłem wykręt w stylu "jednak jadę do rodziców", w który na szczęście mi uwierzyli. Koło godziny siedemnastej stałem już pod drzwiami mieszkania, jakie zamieszkiwał Levi. Wpuścił mnie jeden z jego sąsiadów, bo widząc, że pod pachą niosę dość sporą choinkę, uznał, że sam sobie raczej nie otworzę. Trochę przerażał mnie ten blok, przypominał nieco budynek naszej firmy. Był wielki, uporządkowany i dość zimny. Stałem tak pod drzwiami dobre dziesięć minut, układając sobie scenariusz ucieczki i szukając wyjaśnień, że niestety pomyliłem mieszkanie, szedłem gdzie indziej itp. W końcu jednak się odważyłem i zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi, dopiero teraz zaczęły do mnie dochodzić myśli, że jestem idiotą, w końcu po jaką cholerę dźwigałem ze sobą tę durną choinkę?! Niestety nie było już odwrotu, bo po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął mój współpracownik z biura. Nie było to nic dziwnego, w końcu jego się spodziewałem, ale… miał na sobie różowy fartuszek! RÓŻOWY!
- Czego? – jego zimny głos odbił się od ścian klatki schodowej i dotarł do moich uszu, w ten oto sposób nieco mnie przywracając na ziemię. Lekko się uśmiechnąłem i pokazałem choinkę.
- P-przyszedłem na święta – powiedziałem, uśmiechając się lekko, dopiero teraz zrozumiałem, jak to idiotycznie brzmiało! Mężczyzna jednak tylko zmierzył mnie spojrzeniem i bez słów zaprosił do środka. Niepewnie wszedłem i rozejrzałem się. Kiedy już się rozebrałem, ten zaprowadził mnie do salonu. Dość szybko udało mu się wygrzebać stojak na choinkę, w którym umieściliśmy tę, którą przytachałem. Musiałem przyznać, że pokój pasował do charakteru mężczyzny, był zimny i niezwykle porządnie uporządkowany. Kiedy tak przyglądałem mu się z uwagą, Levi nagle przyniósł karton pełen przeróżnych ozdób choinkowych.
- Eren, rusz się. Skoro ją przyniosłeś, to nie może tak zostać – powiedział obojętnie. Przez chwilę patrzałem na niego zaskoczony, ale zaraz się uśmiechnąłem. We dwóch ubraliśmy choinkę i muszę przyznać, że podczas tej czynności udało mi się z nim nieco dogadać. Później oboje skończyliśmy w kuchni, szykując dość skromną wigilię, przecież nie potrzeba nam było dwunastu potraw. Przy okazji dowiedziałem się dość sporo o nim, co bardzo mnie cieszyło. Dopiero teraz zrozumiałem, że mężczyzna wcale nie jest taki zimny. Wszelkie rozrywki i rozmowy wigilijne skończyły się przed północą. Wtedy też wyciągnąłem dość niechętnego Leviego na pasterkę. Po niej miałem zamiar już wrócić do domu, jednak mężczyzna kategorycznie mi tego zabronił, uznając, że jest za późno i w żaden sposób do niego nie dotrę. Miał w tym nieco racji, tak więc skorzystałem z noclegu na tej jeden, ostatni raz. No dobrze… Przed ostatni… przed, przed ostatni… przed, przed, przed ostatni… no niech będzie, pierwszy w nowym roku.
                Po nowym roku atmosfera w pracy wciąż była luźna, co niezwykle mi odpowiadało, trochę luzu po świętach to niezwykle dobra opcja, szczególnie dla osoby, która spała może z trzy godziny ostatniej nocy…
- Szczęśliwego nowego roku, Eren! – krzyknęła mi już z daleka Hanji, energicznie machając. Ja tylko jej odmachałem, bo widziałem, że ta już się śpieszy i ciągnie swojego stałego towarzysza od kawy do najbliższego automatu bądź ekspresu. Chyba powinno mi być go naprawdę żal… Minąłem jeszcze parę osób, nim udało mi się doczłapać do mojego biura i ku mojego zaskoczeniu, w wejściu wpadłem na Leviego, który chyba szedł po poranny kubek kawy.
- Um… Przepraszam, Leeeviiiii…. – mruknąłem, ziewając, wciąż byłem niezwykle zaspany. Mężczyzna tylko spojrzał na mnie, po czym na sufit. Wtedy stało się coś, w co nie mogłem po prostu uwierzyć. Brunet po prostu złapał mnie za krawat i ściągnął nieco w dół, a po chwili pocałował mnie. Z wrażenia aż wypadła mi aktówka, z której to wysypały się wszelkie papiery. Kiedy ten oderwał się ode mnie, czułem na sobie wzrok kilku osób i parę fleszy, które jeszcze dawało nam po oczach.
- Nie spóźniaj się Eren, a teraz to posprzątaj – rzucił i po prostu, jak gdyby nigdy nic się nie stało, ruszył przed siebie. Sam stałem jeszcze dłużą chwilę w miejscu i spojrzałem do góry. Tak, nade mną wisiała już więdnąca i bez części liści jemioła. I kto by pomyślał, że wspólne święta z Levim zrobią z niego takiego tradycjonalistę?

Witajcie, tu Qaszka, jak widać użyłam swoich superaśnych hackerskich zdolności i włamałam się na konto Rani! Dobra, dała mi swoje hasło, no i prosiła bym to wstawiła... Nie mogła tego zrobić osobiście, bo wywieźli ją na koniec świata, gdzie nie ma internetu, by mogła nareszcie przeczytać mangę Shingeki, specjalnie dałam jej ją na pendrive! tak więc życzymy wam wesołych świąt! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Małe zasady
- Komentować może każdy, nawet użytkownik anonimowy
- Weryfikacja obrazkowa jest wyłączona
- Odpowiadamy na komentarze, jeżeli istnieje taka możliwość (Czasem na krótkie komentarze nie da się odpowiedzieć)
- Jeżeli nie zastosujesz tzn. "chamskiej reklamy", możesz umieścić link do swojego bloga w komentarzu (Chamski spam będzie usuwany)

Haruhi Suzumiya